Kilka słów o mnie


"Sztuka zadawania pytań, sztuka opowiadania, sztuka rękodzielnicza - wszystko to oznacza tworzenie czegoś, a to coś jest duszą. Kiedy tylko dostarczymy jej pokarmu, na pewno rozkwitnie."

Clarissa Pinkola Estés

Nazywam się Dorota Freitag i prowadzę warsztaty kreatywne. Pomagam kobietom w rozwoju ich kreatywnych umiejętności, arte-terapeutom i nauczycielom znaleźć nowe techniki i wreszcie dużym korporacjom zintegrować pracowników.

Moim zadaniem jest tak skonstruować zajęcia, żeby każdy poczuł jak wielki twórczy potencjał w nim drzemie.

Spełniam marzenia o przywróceniu funkcjonalności dawno zapomnianego mebla, moi kursanci podnoszą rangę zwykłej tacy do dzieła sztuki lub odkrywają w sobie abstrakcyjnego rzeźbiarza.

Warsztaty opierają się o intuicyjne techniki, rzemiosło, którego można się nauczyć, gotowe półprodukty i najlepszej jakości ekologiczne materiały. 

Robię to ponieważ uwielbiam dzielić się swoją pasją. Uważam, że nie ma lepszego remedium na codzienne troski jak chwila z własną pomysłowością, farba pod palcami, soczyste barwy, wyraziste struktury, szelest papieru ściernego i nasze ożywione rozmowy. Wiem jak wiele satysfakcji przynoszą twórcze czynności, sztuka przywraca wiarę w siebie i niezbędną energię.

Zajęcia manualne odkryłam dla siebie ponownie jako dorosła osoba, specjalista IT na progu ... wypalenia zawodowego. Ponownie, bo marzyłam o sztuce jako dziecko i wiązałam z nią mnóstwo nadziei.

Pamiętałam swój entuzjazm i zainteresowanie dorosłych. "To talent po babci", "ona sama to zrobiła". Pochwały, duma, atencja, którą młody człowiek chłonie jak mały aktor na dużej scenie. Przerabiałam wszystko, co wpadło mi w ręce, a PRL mocno wspierała mnie w rozwoju pomysłowości przez brak czegokolwiek. Marzyłam o bloku technicznym, motku włóczki, tubce prawdziwej olejnej farby.
Nie chodziło o efekt, a o działanie. Czułam się wartościowa, zdolna, przedsiębiorcza i twórcza. Nic innego nie dawało mi takiej satysfakcji. Tworząc odpoczywałam.

Nie wiadomo kiedy okazało się, że "chleba z tego nie będzie". Mimo to uparłam się i postanowiłam spróbować swoich sił na egzaminach do liceum plastycznego. Najpierw usłyszałam, że mam tylko zdolności manualne. Dla dorastającej marzycielki to koniec świata. Podczas egzaminu mogłam błyszczeć wiedzą z historii sztuki, ale nie miałam nawet odpowiednich farb, żeby go zdać. Akwarele zamiast plakatówek na długi czas przekreśliły moje nadzieje na kreatywne życie.

Wybrałam porządny i absorbujący zawód związany z IT i szkoleniami. Wiele lat później podczas jednej z licznych delegacji przykleiłam nos do szyby w sklepie z materiałami hobby i przepadłam. Wkrótce w służbowej walizce pod stosem sztywnych koszul zagościły farby, wełna, kleje, papiery. Z malutkiego hobby urosła moja własna pracownia warsztatowa, sklep stacjonarny z materiałami kreatywnymi, filia, kreatywna marka.

Przyszedł jednak rok 2013 - dla mnie przełomowy i bardzo kryzysowy. Musiałam na nowo zdefiniować swoją rolę w rodzinie, znaleźć nowy dom, odbudować firmę i ponownie to właśnie sztuka i rękodzieło pomogły mi stanąć na nogi. Rozwód paradoksalnie zbliżył mnie do rodziny, a zamknięcie sklepu pozwoliło skupić się na warsztatach. Mój nowy dom mieści w sobie pracownię. Otworzyłam się na nowe techniki, ludzi i możliwości. Nadal szkolę, ale tym razem mogę dzielić się pasją, a nie cyframi.

To co mam dzisiaj to aż zdolności manualne. Kreatywność nie podlega reglamentacji. To odwaga i ciekawość świata. Od wielu lat swoimi warsztatami inspiruję innych, pomagając odnaleźć równowagę między konsumpcją a kreacją.

Moje wybrane certyfikaty, do których czuję sentyment:





 
copyright: Kreatywnie.com powered: ARTplus designed: combinat.net