Kilka słów o mnie

Nazywam się Dorota Freitag i prowadzę warsztaty kreatywne. Pomagam kobietom w rozwoju ich kreatywnych umiejętności, arte-terapeutom i nauczycielom znaleźć nowe techniki i wreszcie dużym korporacjom zintegrować pracowników.

Moim zadaniem jest tak skonstruować zajęcia, żeby każdy poczuł jak wielki twórczy potencjał w nim drzemie.

Spełniam marzenia o przywróceniu funkcjonalności dawno zapomnianego mebla, moi kursanci podnoszą rangę zwykłej tacy do dzieła sztuki lub odkrywają w sobie abstrakcyjnego rzeźbiarza.

Warsztaty opierają się o intuicyjne techniki, rzemiosło, którego można się nauczyć, gotowe półprodukty i najlepszej jakości ekologiczne materiały.

Robię to ponieważ uwielbiam dzielić się swoją pasją. Uważam, że nie ma lepszego remedium na codzienne troski jak chwila z własną pomysłowością, farba pod palcami, soczyste barwy, wyraziste struktury, szelest papieru ściernego i nasze ożywione rozmowy. Wiem jak wiele satysfakcji przynoszą twórcze czynności, sztuka przywraca wiarę w siebie i niezbędną energię.

„To niewiarygodne, masz talent po babci! Pamiętasz jak z wyrzuconych kozaków uszyła torebkę?” wykrzyknęła mama na widok mojej soczysto zielonej garsonki uszytej z sukni kupionej na wagę. Miałam kilkanaście lat. Odkąd pamiętam uwielbiałam robić coś z niczego. Trochę zmuszały mnie do tego czasy PRL, ale czułam się szczególnie twórcza, kiedy nie musiałam kupować farb, włóczki czy tkaniny.
„Córeczko, nie widziałaś gdzieś mojego zielonego swetra?” zapytał tata patrząc wprost na golf, który uszyłam z pociętych kawałków jego wełnianych szetlandów. „Skąd, chyba ci się już przetarł” łgałam prosto w oczy. Mój „nowy”sweter zrobił prawdziwą furorę na obozie harcerskim.
Postanowiłam spróbować swoich sił na egzaminie do liceum plastycznego. Nikt mnie w tym nie wspierał, słyszałam tylko „chleba z tego nie będzie”, „znajdź sobie praktyczny zawód”. Uparłam się jak osioł. Zabytkowe mury szkoły mnie onieśmielały. Do części teoretycznej byłam przygotowana na blachę. Miałam ochotę wyskakiwać w górę, kiedy ktoś wahał się nad odpowiedzią. Zebrałam najwyższe oceny. Do sali rzeźbiarskiej pobiegłam z uśmiechem, czułam, że to moje miejsce. Czy to możliwe, że moja rzeźba „człowiek przy pracy” została oceniona na 4? To było jak wygrana w totka i na chwilę uwierzyłam, że stanę się częścią tego miejsca.

Zostało tylko malarstwo. Wysłuchałam fragmentu książki i wyjęłam farby. „Nie masz plakatówek?” - zapytała zatroskana sąsiadka. „Akwarelami bardzo trudno się maluje, ja przygotowywałam się przez rok”. „Przykro mi dziecko, masz tylko zdolności manualne” powiedziała prowadząca egzamin. „Popatrz wokół, popatrz na te prace, to prawdziwa iskra Boża, oni mają talent”. Dla mnie to był szok i koniec świata.

Właśnie w ten sposób zostałam konsultantem w branży IT i szkoleniowcem. Miałam talent do cyferek. Jeździłam po całej Europie. Podczas któregoś szkolenia w Niemczech musiałam zostać dzień dłużej. Na spacerze przyłożyłam nos do szyby sklepu z materiałami plastycznymi i mnie olśniło. „Nie muszę być artystą z zawodu żeby zajmować się malowaniem? Hobby to nie tylko szydełko? Czy to przemysł? Dlaczego nie ma tego w Polsce?” Setki myśli i jeszcze więcej pomysłów.

Wkrótce w służbowej walizce pod stosem sztywnych koszul zagościły farby, wełna, kleje, papiery. Nosiłam ją coraz cięższą, pęczniała, aż któregoś dnia się rozpadła. Od nadmiaru materiałów i pomysłów. Potrzebowałam nowego miejsca na twórczość. Zaczęłam myśleć o tym, żeby zacząć szkolić pasjonatów, a nie księgowych. Zamienić garnitur na pomalowany fartuch. Z malutkiego hobby urosła moja własna pracownia warsztatowa i sklep stacjonarny z materiałami kreatywnymi.

W siódmym miesiącu ciąży nie miałam pojęcia jak bardzo za chwilę zmieni się moje życie i postanowiłam przenieść się do większej pracowni. Wkrótce zniknęłam, żeby zająć się maleństwem. Kryzys gospodarczy i kryzys małżeński. Wszystko spadło na moją głowę jednocześnie. Zostałam samotnie wychowującym rodzicem. Siedziałam w pustej pracowni, byłam tak zmęczona i rozbita, że miałam siły tylko na książkę. Historię o właścicielce galerii, która postanowiła podczas wojny zostać kierowcą. „Czy ja muszę pracować w rytm sklepu, z dala od syna, kiedy to warsztaty są tym, co zawsze chciałam robić?” Odpowiedź była niespodziewanie prosta. Zamieniłam sklep na kreatywny dom, faktury na wartościowe relacje.

To co mam dzisiaj to aż zdolności manualne. Od wielu lat swoimi warsztatami inspiruję innych, pomagając odnaleźć równowagę między konsumpcją a kreacją.

Referencje:

"Zajęcia, kursy proponowane przez Dorotę spowodowały, że "obudziłam się do życia"!!!! Moje "ręce z ADHD " znalazły swoją drogę. Dorota bardzo mi pomogła. Od tej pory Kreatywnie stało się moim drugim domem. Miejscem w którym tworzyłam, odpoczywałam, śmiałam się poznawałam cudowne osoby tak jak ja chcące coś stworzyć, zrobić coś tylko dla siebie, miejscem gdzie jest moja bratnia dusza - Dorota."

Dagmara Pałka

"Pracownię Doroty znalazłam samodzielnie. Już podczas pierwszych warsztatów zostałam zaczarowana. Dorota - prawdziwa skarbnica wiedzy i inspiracji - spokojnie i rzeczowo omawiała poszczególne etapy pracy. Ciepła i życzliwa atmosfera panująca w pracowni. Obudził się we mnie dawno zapomniany zmysł artystyczny. Radość tworzenia nieszablonowych, niepowtarzalnych przedmiotów. Wychodząc z pracowni podjęłam decyzję: chcę więcej."

Katarzyna Gałecka

"Dorotę poznałam artystycznie i osobiście dawno, dawno temu, kiedy na świecie nie było jeszcze Facebooka... Był to XI PROGRESSteron w Poznaniu w 2007 roku. Przypadkiem trafiłam na Jej warsztat i od razu wiedziałam, że trafiłam dobrze. Ona była wtedy na początku swojej drogi artystycznej, wchodziła w dołki startowe a ja od razu wiedziałam, że z Nią pobiegnę. Umie wszystko, żadna dziedzina arte nie jest Jej obca. I na pewno zna kogoś, kto umie to, czego Ona nie umie, sprowadzi go, zorganizuje warsztat, nauczy chętnych, nacieszy się zdobytymi umiejętnościami i pobiegnie dalej. Oto Ona, KOBIETA RE(KO)NESANSU."

Małgorzata Głowacka

Wybrane certyfikaty:


Rozwijaj swoją kreatywność

Co tydzień w Twojej skrzynce garść inspiracji